Sardynia-Rejs Rodzinny

Print
PDF

relacja

sardynina102

Wracając z Chorwacji dzwonię do „żłobkowej załogi” busa- już są w drodze- jednak nie spotkamy się jak zakładaliśmy w okolicy Gratzu- spotkać przyjdzie nam się znacznie bliżej Wiednia.

Wieczorem zjeżdżamy się Tuż pod Wiedniem- okazało się że ostatnie trzystakilkadziesiąt kilometrów załoga pokonała w 8 godzin. W sumie nic dziwnego- 5 miesięczna Natasza często zarządzała postój- jak tylko zdążyła zasnąć Szymon- starszy żeglarz (1,5 roku) wpadał na podobny pomysł i używając swego młodzieńczego głosu domagał się przerwy... Tak sprawny duet spowolnił znacznie podróżowanie. Liczymy szanse by zdążyć na prom: 1000km w 10 godzin. Zważywszy na wcześniejsze postoje wydaje się to być niemożliwe, ale próbujemy. Jadąc możliwie szybko cały czas nie mamy pewności czy zdążymy- dopiero około 6 rano wydaje się ze się uda. Uff- dojeżdżamy do Livorno na 20 minut przed czasem zaokrętowania- udało się. Prom- to już przyjemność, trzęsie nieco za bardzo- jednak po 16 jesteśmy w Olbii- krótki przejazd do mariny i cel został osiągnięty.

sardynina103
Okazuje się że nasz jacht nie stoi jak Bóg przykazał w porcie- a przy pływającym pomoście na który dostać możemy się pontonem. Zaczynamy więc rozładunek: torby, plecaki, jedzenie, lekarstwa, pieluchy, zabawki, wózki, mikrofalówka.. taksówkarz (kierowca pontonu) jest przerażony i pyta czy znamy wielkość naszego jachtu? Oczywiście że znamy- jak na 3-kabinowego malucha jest baardzo pojemny;-) Udało się wdzięcznie zapakować wszystko- nawet mikrofalówkę- wbrew opiniom jakie znaleźć można w sieci- każdy wózek nadaje się na jacht- ważne jednak by jacht dobrać pod kątem rejsu rodzinnego- a nie odwrotnie;-) Do dyspozycji mamy 3 kabiny żeglując w 5 osób dorosłych z dwójką dzieci. Pojemna bakista pod kabiną dziobową mieści dosłownie wszystko co nietypowe. Miejsca jest aż zanadto.

 

W niedzielę po śniadaniu decydujemy się na wypłynięcie- ładna pogoda, wiatr w d... 4B, no może 5. Sardynia ma to do siebie że szczególnie końcem lata bardzo odczuwalna jest tu dzienna bryza- po 12 zawsze wieje mocniej. Pod wyspą postawiliśmy pełne żagle- i tak w pełnym baksztagu robimy 8,5kt- nieźle jak na rodzinny rejs. Wieczorem czeka nas trochę stresu w La Maddalena- w porcie wieje 6B a kapitanat przeznacza nam nawietrzne miejsce- dopychające do pomostu. Na pokładzie ja i 2 Panów niewiele wiedzących o funkcji odbijacza. Pierwsze podejście udaje nam się uratować- asystujący ponton o mało nie spycha nas na mooringi, przy drugim- bez asysty ale z odpowiednią prędkością wchodzimy rufą między dwa jachty na 'jajeczko'. I bardzo dobrze- czas na zwiedzanie.

 

sardynina109

Następnego dnia za cel obraliśmy Capo Testa, jednak wzmagający północny wiatr wymusił na nas postój w Santa Teresa di Galurra. Wieczorem udajemy się do miastecdzka- długi spacer wszystkim dobrze nam zrobił. Rejs rodzinny jak widać zmienia charakter żeglugi- by nie zamęczać dzieciaków odpowiednio dobieramy akwen by żeglować góra po 4 godziny na dobę. O dziwo- wieczorami padnięty jestem tak, że impreza kończy się na usypianiu Nataszy;-) Kolejnego dnia żeglujemy do Bonifacio jednym halsem pod 5do6B szybko osiągamy cel. W tym porcie bywałem już wielokrotnie, jednak nigdy na tyle długo by zadeptać każdy zakątek magicznego miejsca. Tym razem dwa dni postoju pozwoliły na osiągnięcie celu;-) Ciekawostką jest również kuchnia- jakże różnorodna od tej włoskiej, ach te frutti di mare mniam mniam...

 

sardynina210

W końcu znowu na morzu- przed wschodem słońca wychodzimy z portu i wczesnym rankiem stajemy na Lavezzi. Ten skalny archipelag zdecydowanie różni się od naszego kolejnego miejsca postoju- lazurowej zatoki pomiędzy wyspami Budelli, St. Maria i Razzoli. Które piękniejsze? Lepiej nie oceniać a zakotwiczyć w obu pięknych miejscach. By nieco nadrobić dwudniowy postój płyniemy do Porto Cervo- tu pozostajemy na noc. Specyfika Sardynii kusi szczególnie pod koniec sezonu. Typowo komercyjny charakter wysp zanika końcem września- tłumy ludzi zupełnie znikają, porty tanieją do 30% ceny szczytu sezonu, tak więc pozostaje tylko natura, dobra infrastruktura i możność delektowania się akwenem. O tej porze roku (płyniemy początkiem października) należy jednak pamiętać że nadchodząca jesień bardzo wpływa na pogodę- tydzień później już nie cieszyli byśmy się słońcem a jedynie mocnym wiatrem. Na koniec stoimy w Porto Rotondo- tu postój kosztuje nas 10% sezonowej ceny;-) Każdy tygodniowy rejs jest za krótki- tym razem chcieliśmy sprawdzić możliwości żeglugi w odmłodzonym składzie- zdecydowanie nie znajdujemy przeciwwskazań;-) Następny rejs już w maju;-). Na pewno kolejne niekoniecznie będą łatwiejsze- żegluga w momencie kiedy dzieci nie chodzą jest prosta- łatwo utrzymać pociechę na pokładzie;-).

Zdjęcia

Sardynia- Rejs rodzinny-fotogaleria.

001_podzial

Sardynia - wrzesień 2010 r