| 04 November 2010
Kiedy przez bulaj podchodzącego do lądowania samolotu zobaczyłem morze przez plecy przeszły mi ciarki. Zgodnie z prognozami Meltemi wiało potężnie, z siłą pewnie ok. 7-8B, co gorsza niemal dokładnie prostopadle do osi pasa lotniska na Rhodos. Z tej wysokości, przez malutki bulaj trudno było jednoznacznie ustalić prędkość wiatru. Zastanawiałem się jak jacht, który czeka już na nas w marinie będzie zachowywał się w takiej pogodzie? Jak poradzi sobie przy wysokiej fali, czy takielunek wytrzyma? A pilot, czy podoła posadzić samolot na pasie zupełnie nieosłoniętym od wiatru, którego siła może przekraczać 30 węzłów? Jacht jest już dość stary, a Grecy nie należą do armatorów starannie dbających o stan techniczny swojej floty. Na zdjęciach satelitarnych okolic lotniska nadal doskonale widać wrak Airbusa A300, który rozbił się tu w marcu 1999 roku. Nie lubię być pasażerem nie mającym zupełnie wpływu na bieg wypadków, niczym worek ziemniaków na pace ciężarówki…














Ponownie przeglądam zdjęcia zrobione w czasie tegorocznego rejsu w Grecji.