Zasady poruszania się po pokładzie, asekuracja

Print
PDF
There are no translations available.

Zasady poruszania się po pokładzie, asekuracja

przechyl

Człowiek przyzwyczajony jest raczej do stabilnego gruntu pod nogami, dlatego na morzu - szczególnie jak jest się pierwszy raz - może czuć się dziwnie (a buja praktycznie zawsze). Dalego warto zapoznać się z kilkoma zasadmi przebywania i poruszania się po pokładzie jachtu morskiego.

 

 

 

Pierwsza i bezwzględna zasada brzmi:

jedna ręka dla jachtu, druga dla siebie

Co oznacza, że praktycznie zawsze jak się poruszamy powinniśmy się czegoś trzymać – falowanie na morzu wbrew pozorom jest bardzo nieregularne i nagłe „bujnięcie” jachtu może naprawdę niemile zaskoczyć. Zasadę należy stosować tym bardziej konsekwentnie, im bardziej wieje i buja.

Na jachcie trzymamy się:

  • stojąc za sterem - steru, ew. specjalnego uchwytu przy kolumnie sterowej, dodatkowo dobrze zająć stabilną pozycję ze sterem – szczególnie w przechyle, który bywa dość znaczny,

  • chodząc po pokładzie - relingu (linki, „płotek”, otaczający jacht), przy czym trzeba zaznaczyć, że reling zazwyczaj jest wykonany dość "delikatnie". Dużo pewniejszy jest tzw. handreling – poręcze umieszczone na pokładzie – zwykle wzdłuż półpokładu ułatwiają przejście z kokpitu na rufie pod maszt i dalej na dziób

  • pracując na dziobie - kosza dziobowego (konstrukcja z rurek na dziobie)

  • pracując w okolicach masztu - want (stalowych linek podtrzymujących maszt)

  • rozpinając lazy-jacka (pokrowiec, do którego składa się żagiel - uwaga nie występuje zawsze, ostatnio coraz więcej jachtów ma żagiel główny (grot) rolowany do masztu) - trzymając się pokrowca i bomu (aluminiowy profil do którego przyczepiony jest żagiel) - trzeba zaznaczyć, że przy dużym zafalowaniu jest to dość trudne (ale zapewnia dużo zabawy ;) )

 

Asekuracja:


szelkiPodstawową zasadą jest zrobienie wszystkiego aby z jachtu nie wypaść. Do zabezpieczenia służą szelki (safety harness) + wąsy (zdjęcie przykładowych obok). Przed wypłynięciem w rejs najlepszym rozwiązaniem jest przydzielenie każdemu własnego kompletu (szelki + wąsy) - wcześniej zwykle trzeba się o nie wykłócić u armatora. Następnie trzeba szelki dopasować i nauczyć się zakładać (Szelki zawsze dopasowujemy do pełnego ubioru - sztormiak + np. polar pod spód). Szkolenie przeprowadza po zaokrętowaniu kapitan.

Zasadniczo do jednych szelek wystarczy jeden wąs (linka lub taśma z obu stron zakończona karabinkami). Jeden z karabinków wpinamy w szelki (najczęściej je w ten sposób "zamykając"), a drugi :

  • zasadniczo do tzw. life-liny: jest to osobna lina (lub taśma) rozciągnięta wzdłuż lewej i prawej burty od rufy do dziobu. Dobrym rozwiązaniem jest zastosowanie taśmy (najlepiej w jaskrawym kolorze). Zapobiega to omyłkowemu wpięciu się w np. w szot - co czyni asekurację nieskuteczną.

  • stojąc za sterem - albo do kolumny sterowej albo do kosza rufowego - tak aby wąs nie przeszkadzał w pracy

  • na rufie - np. podczas "rozmowy z Neptunem" do kosza rufowego

  • pod masztem - można do masztu (na około) lub do want

 

W przypadku "ekspedycji" w kierunku dziobu w trudnych warunkach dobrze się jest zaopatrzyć w dwa wąsy - wtedy jeżeli zajdzie konieczność przepinania się jesteśmy w stanie zachować ciągłość asekuracji (tj. zawsze przynajmniej jednym wąsem być przypiętym do jachtu).

 

Kiedy ubieramy szelki? Sprawa zależy od indywidualnego podejścia kapitana ale najczęściej:

  • od zmierzchu do świtu - wyjątkowo jak jest zupełna flauta i płynie się na silniku to siedząc w kokpicie można z tego zrezygnować

  • przy trudniejszych warunkach w dzień. Słowo "trudniejsze" jest dość nieprecyzyjne ale wszystko zależy głównie od jachtu, zafalowania i kursu względem fali. Zazwyczaj okolice 5-6B na rozbujanym morzu to dobry moment na ubranie szelek

  • szelki bezwzględnie ubiera osoba, która choruje "morsko". Szczególnie jak pierwszy raz się spotyka z tą dolegliwością - no chyba, że zupełnie nie wieje.

 

Gdzie załoga powinna przebywać na jachcie (aby było bezpiecznie):

  • gdy buja i mamy znaczny przechył to albo pod pokładem albo w kokpicie (siedząc na ławeczkach)

  • gdy nie buja (i świeci słońce) no to mamy jachting i zazwyczaj pożądane są równe powierzchnie do opalania się :)

 

Zasada jest taka: w trudniejszych warunkach (a już na pewno w nocy) nie ma samowolnych wycieczek poza kokpit. To zawsze jest niebezpieczne i zwiększa ryzyko wypadnięcia. Przy współczesnych konstrukcjach praktycznie wszystkie czynności można bezpiecznie przeprowadzić z kokpitu i ryzykowanie jest zupełnie niepotrzebne.

Inaczej ma się sprawa w przypadku awarii ale wtedy sprawę zgłasza się kapitanowi, na pokładzie panuje zwiększona czujność, a "ekspedycja" jest pod stałym nadzorem.

Załatwianie potrzeb fizjologicznych - sprawa dotyczy głównie żeglarzy śródlądowych płci męskiej i nawyku wycieczki "za foka". Akcja dopuszczalna tylko w dzień przy gładkim morzu. Zasadniczo od spraw fizjologicznych na jachcie morskim jest kibel (kingston) i tego należy się trzymać - wszystkie inne zachowania to też zwiększanie ryzyka.

 

I na koniec sprawa najważniejsza - czyli po co to wszystko. "Człowiek za burtą" to jeden z gorszych wypadków, jaki może zdarzyć się na jachcie. Ponieważ z jachtu wypada się zazwyczaj w trudnych warunkach i w nocy to realne szanse na szybkie (o ile w ogólne) znalezienia nie są zbyt duże. Dlatego przede wszystkim należy wypadnięciu zapobiegać !!!