| 06 August 2010
Zasady poruszania się po pokładzie, asekuracja
Człowiek przyzwyczajony jest raczej do stabilnego gruntu pod nogami, dlatego na morzu - szczególnie jak jest się pierwszy raz - może czuć się dziwnie (a buja praktycznie zawsze). Dalego warto zapoznać się z kilkoma zasadmi przebywania i poruszania się po pokładzie jachtu morskiego.
Pierwsza i bezwzględna zasada brzmi:
jedna ręka dla jachtu, druga dla siebie
Co oznacza, że praktycznie zawsze jak się poruszamy powinniśmy się czegoś trzymać – falowanie na morzu wbrew pozorom jest bardzo nieregularne i nagłe „bujnięcie” jachtu może naprawdę niemile zaskoczyć. Zasadę należy stosować tym bardziej konsekwentnie, im bardziej wieje i buja.
Na jachcie trzymamy się:
-
stojąc za sterem - steru, ew. specjalnego uchwytu przy kolumnie sterowej, dodatkowo dobrze zająć stabilną pozycję ze sterem – szczególnie w przechyle, który bywa dość znaczny,
-
chodząc po pokładzie - relingu (linki, „płotek”, otaczający jacht), przy czym trzeba zaznaczyć, że reling zazwyczaj jest wykonany dość "delikatnie". Dużo pewniejszy jest tzw. handreling – poręcze umieszczone na pokładzie – zwykle wzdłuż półpokładu ułatwiają przejście z kokpitu na rufie pod maszt i dalej na dziób
-
pracując na dziobie - kosza dziobowego (konstrukcja z rurek na dziobie)
-
pracując w okolicach masztu - want (stalowych linek podtrzymujących maszt)
-
rozpinając lazy-jacka (pokrowiec, do którego składa się żagiel - uwaga nie występuje zawsze, ostatnio coraz więcej jachtów ma żagiel główny (grot) rolowany do masztu) - trzymając się pokrowca i bomu (aluminiowy profil do którego przyczepiony jest żagiel) - trzeba zaznaczyć, że przy dużym zafalowaniu jest to dość trudne (ale zapewnia dużo zabawy ;) )
Asekuracja:
Podstawową zasadą jest zrobienie wszystkiego aby z jachtu nie wypaść. Do zabezpieczenia służą szelki (safety harness) + wąsy (zdjęcie przykładowych obok). Przed wypłynięciem w rejs najlepszym rozwiązaniem jest przydzielenie każdemu własnego kompletu (szelki + wąsy) - wcześniej zwykle trzeba się o nie wykłócić u armatora. Następnie trzeba szelki dopasować i nauczyć się zakładać (Szelki zawsze dopasowujemy do pełnego ubioru - sztormiak + np. polar pod spód). Szkolenie przeprowadza po zaokrętowaniu kapitan.
Zasadniczo do jednych szelek wystarczy jeden wąs (linka lub taśma z obu stron zakończona karabinkami). Jeden z karabinków wpinamy w szelki (najczęściej je w ten sposób "zamykając"), a drugi :
-
zasadniczo do tzw. life-liny: jest to osobna lina (lub taśma) rozciągnięta wzdłuż lewej i prawej burty od rufy do dziobu. Dobrym rozwiązaniem jest zastosowanie taśmy (najlepiej w jaskrawym kolorze). Zapobiega to omyłkowemu wpięciu się w np. w szot - co czyni asekurację nieskuteczną.
-
stojąc za sterem - albo do kolumny sterowej albo do kosza rufowego - tak aby wąs nie przeszkadzał w pracy
-
na rufie - np. podczas "rozmowy z Neptunem" do kosza rufowego
-
pod masztem - można do masztu (na około) lub do want
W przypadku "ekspedycji" w kierunku dziobu w trudnych warunkach dobrze się jest zaopatrzyć w dwa wąsy - wtedy jeżeli zajdzie konieczność przepinania się jesteśmy w stanie zachować ciągłość asekuracji (tj. zawsze przynajmniej jednym wąsem być przypiętym do jachtu).
Kiedy ubieramy szelki? Sprawa zależy od indywidualnego podejścia kapitana ale najczęściej:
-
od zmierzchu do świtu - wyjątkowo jak jest zupełna flauta i płynie się na silniku to siedząc w kokpicie można z tego zrezygnować
-
przy trudniejszych warunkach w dzień. Słowo "trudniejsze" jest dość nieprecyzyjne ale wszystko zależy głównie od jachtu, zafalowania i kursu względem fali. Zazwyczaj okolice 5-6B na rozbujanym morzu to dobry moment na ubranie szelek
-
szelki bezwzględnie ubiera osoba, która choruje "morsko". Szczególnie jak pierwszy raz się spotyka z tą dolegliwością - no chyba, że zupełnie nie wieje.
Gdzie załoga powinna przebywać na jachcie (aby było bezpiecznie):
-
gdy buja i mamy znaczny przechył to albo pod pokładem albo w kokpicie (siedząc na ławeczkach)
-
gdy nie buja (i świeci słońce) no to mamy jachting i zazwyczaj pożądane są równe powierzchnie do opalania się :)
Zasada jest taka: w trudniejszych warunkach (a już na pewno w nocy) nie ma samowolnych wycieczek poza kokpit. To zawsze jest niebezpieczne i zwiększa ryzyko wypadnięcia. Przy współczesnych konstrukcjach praktycznie wszystkie czynności można bezpiecznie przeprowadzić z kokpitu i ryzykowanie jest zupełnie niepotrzebne.
Inaczej ma się sprawa w przypadku awarii ale wtedy sprawę zgłasza się kapitanowi, na pokładzie panuje zwiększona czujność, a "ekspedycja" jest pod stałym nadzorem.
Załatwianie potrzeb fizjologicznych - sprawa dotyczy głównie żeglarzy śródlądowych płci męskiej i nawyku wycieczki "za foka". Akcja dopuszczalna tylko w dzień przy gładkim morzu. Zasadniczo od spraw fizjologicznych na jachcie morskim jest kibel (kingston) i tego należy się trzymać - wszystkie inne zachowania to też zwiększanie ryzyka.
I na koniec sprawa najważniejsza - czyli po co to wszystko. "Człowiek za burtą" to jeden z gorszych wypadków, jaki może zdarzyć się na jachcie. Ponieważ z jachtu wypada się zazwyczaj w trudnych warunkach i w nocy to realne szanse na szybkie (o ile w ogólne) znalezienia nie są zbyt duże. Dlatego przede wszystkim należy wypadnięciu zapobiegać !!!













